submenu
content

Wywiad z wiceministrem Bartoszem Marczukiem: "Atak na 500+ sprawia, że jestem zniesmaczony dzisiejszym poziomem opozycji", wpolityce, 7 lipca 2017 r.

07-07-2017

- To jest jednak wielka szkoda, że kiedy my łączymy się we wspólnocie i dajemy ustawę, która przyniesie ogromne korzyści polskim rodzinom, opozycja robi z tego polityczny cyrk  — mówi w rozmowie z wPolityce.pl Bartosz Marczuk, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.

 

wPolityce.pl: Opozycja znowu atakuje pilotowany przez Pana program 500+. Mówi o kolejnym rozdawnictwie. Jak odpiera Pan te zarzuty?

Bartosz Marczuk: Ja doświadczyłem tego już przy okazji pierwszego czytania tego programu 500+, kiedy wiadomo było, że ten program to błogosławieństwo dla polskich rodzin. Opozycja totalna wielokrotnie podawała kłamliwe informacje o tym, że PiS w kampanii wyborczej obiecał na każde dziecko 500 zł. Atakowała ten program wyłącznie dlatego. Spodziewałem się więc, że będzie tak również w przypadku tej ustawy, która w rzeczywistości porządkuje ten program i daje rodzinom większy komfort ze względu na więcej miejsc w żłobkach i opiekę nad dziećmi. Daje dodatkowe 350 mln zł na opiekę żłobkową, a także Kartę Dużej Rodziny dla wszystkich, nie tylko dla tych, którzy mają troje dzieci na wychowaniu. Ten atak sprawia, że jestem bardzo poziomem opozycji zniesmaczony...

 

Powinna wzbić się ponad podział polityczny, jeśli chodzi o pieniądze na dzieci?

Są rzeczy, które powinny być ponad poziomami politycznymi. To jest właśnie demografia. To jest jedna z najważniejszych czterech wyzwań stojących przed Polską. 500 plus daje spokój wokół wyzwań demograficznych i właśnie taka długofalowość tej polityki sprawia, że Polakom łatwiej jest podejmować decyzję o kolejnych dzieciach. To jest jednak wielka szkoda, że kiedy my łączymy się we wspólnocie i dajemy ustawę, która przyniesie ogromne korzyści polskim rodzinom, opozycja robi z tego polityczny cyrk. Myślę, że Polacy i tak to rozumieją i doceniają.

 

Jak wytłumaczyć konieczność wyłożenia kolejnych pieniędzy na żłobki? Czy to dotychczasowe działanie i skutki programu 500+ usprawiedliwia tego rodzaju wydatki?

Opozycja zawsze mówiła, że 500+ konsumuje wszystkie pieniądze przeznaczone z budżetu na politykę rodzinną. Argumentowała, że trzeba także zapewniać usługi wszystkim obywatelom. Główny postulat opozycji był taki, że nie wystarczy dać pieniądze, trzeba też stworzyć więcej opieki nad najmłodszymi dziećmi. Rząd mówi więc tak: Nie zmieniamy kotwic programu 500+, zostawiamy go takim, jakim jest. Są na to pieniądze, bezwzględnie. I dodatkowo jeszcze dajemy pieniądze na żłobki. Łącznie daje to ok. pół miliarda złotych na dzieci. Opozycji nie przyszło do głowy, że możemy zrobić jedno i drugie. Niekoniecznie jedno zamiast drugiego. I to stąd wynika chyba taka emocjonalna zaciekłość opozycji. To wynika z bezsilność wobec faktów. Mamy ofertę dla dzieci od ukończenia 1 roku życia do 3 lat. I chcemy, żeby miejsc w żłobkach nie tylko było więcej, ale by były zdecydowanie tańsze. Odpowiadamy na podstawowe bariery, przez które Polakom trudno się było decydować na dzieci.

 

Premier Beata Szydło zaznaczyła, że Platforma Obywatelska przez 8 lat miała szansę przedstawić swoją wizję polityki prorodzinnej. Dlaczego rząd do tej pory się tym nie zajmował?

Odpuszczanie kwestii polityki rodzinnej wynikało jeszcze z takiego postsowieckiego podejścia, że ludzi u nas mnogo. I że tym się nie trzeba przejmować. Panowało przekonanie, że ludzie zawsze będą. Taka dyskusja wokół demografii zaczęła się z początkiem XXI wieku, kiedy było wiadomo, że ludzi zaczyna już brakować. Byłem współautorem pierwszego programu polityki prorodzinnej rządu PiS w 2007 r. I to wtedy zaczęła się historia polskiej polityki rodzinnej. Wówczas została uchwalona pierwsza ulga podatkowa na dziecko. Do tamtej pory byliśmy ewenementem w skali światowej, bo polski system podatkowy nie widział trudu wychowywania potomstwa. W czasie 8 lat kadencji PO mieliśmy pojedyncze kwestie, takie jak roczny urlop rodzicielski i uchwalenie Karty Dużej Rodziny. Były też zmiany dot. przedszkoli. Ale te działania miały charakter tylko ukłonu w stronę rodzin.

 

Czy to było za mało?

Najwyższa Izba Kontroli wytykała rządowi PO-PSL, że to polityka doraźna, niekonsekwentna i chaotyczna. Taki rodzaj polityki wiecowej. Wychodził premier i ogłaszał roczny urlop, żeby mieć polityczny sukces. To nie było przemyślane, horyzontalne działanie. Nie myślano o polityce rodzinnej, jako o procesie. I to się teraz faktycznie i fundamentalnie zmienia. Podmiotem polityki społecznej stała się rodzina. To tak naprawdę polityka inwestycyjna. Inwestycja w przyszłość Polski. Zresztą już same liczby świadczą o tym, jak zmieniło się podejście rządu do polskich rodzin. W 2015 r. przeznaczaliśmy na tę politykę 1,7 proc. PKB, a teraz to 3,1 proc. PKB.

Rozmawiała Edyta Hołdyńska

do góry Ostatnia modyfikacja: 22-06-2018
Ideo Realizacja: 
CMS Edito  Powered by: 
Hostlab  Hosted by: