submenu
content

Wywiad z wiceministrem Marcinem Zielenieckim "Emerytalny rachunek sumienia", Kurier Szczeciński, 9 czerwca 2017 r.

09-06-2017

„Solidarność" dopięła swego, prezydent Andrzej Duda spełnił przedwyborczą obietnicę i od 1 października kobiety znów będą mogły pójść na emeryturę po ukończeniu 60 lat, a mężczyźni 65. A teraz - tuż przed wejściem w życie znowelizowanej ustawy - związek, Kancelaria Prezydenta RP oraz Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przekonywali - podczas zakończonej w tym tygodniu kampanii „Godny wybór. Przywrócenie wieku emerytalnego" – do dłuższej aktywności zawodowej. To po co było to „odmłodzenie" emerytów?

 

Kampania miała dwa cele. Po pierwsze - przypomnieć, że jedynie powracamy do poprzedniego, obowiązującego do końca 2012 roku, podstawowego wieku emerytalnego, bo poza nim od l października nic się w naszym systemie emerytalnym nie zmieni. Drugim celem było zaś uświadomienie ubezpieczonych, że decyzja, w jakim momencie chcą zakończyć okres swojej aktywności zawodowej, oddana zostaje w ich ręce. Że osiągając minimalny wiek emerytalny, uzyskują swobodę wyboru. „Godny wybór" to nie tylko hasło kampanii, ale i zmiana filozofii podejścia do momentu osiągnięcia wieku emerytalnego.

 

Skąd ta zmiana? Przecież pięć lat temu, kiedy to podniesiono wiek emerytalny, twierdzono, że musimy dłużej pracować, bo nie będzie pieniędzy na nasze emerytury...

 

Podwyższenie w 2012 roku, za czasów koalicji PO i PSL, wieku emerytalnego docelowo do 67 lat dla kobiet i mężczyzn było przerzuceniem ciężaru podjęcia decyzji o momencie zakończenia aktywności zawodowej z ubezpieczonego na ustawodawcę. Ponadto, myślano wtedy wyłącznie o ograniczeniu wydatków na świadczenia emerytalne, pomijając aspekt przychodów Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Ale, po uregulowaniu przez obecny rząd sytuacji na rynku pracy, na którym nie brakowało patologicznych zjawisk, rosną. Maleje bezrobocie, wzrasta przeciętne wynagrodzenie, a to się przekłada na poziom wpływów do FUS. Moment na powrót do niższego wieku emerytalnego jest więc dogodny.  Poza tym wskaźniki urodzeń po wprowadzeniu programów Rodzina 500 plus i Maluch plus wzrosły. Liczę, że ta tendencja się utrzyma, liczba Polaków nie będzie się zmniejszać i dzięki baby boom za około 20 lat, kiedy to pokolenie zacznie wchodzić na rynek pracy, w systemie emerytalnym, który jest przecież systemem repartycyjnym, czyli pokoleniowym, się przełoży na wzrost liczby ubezpieczonych. Natomiast obniżenie wieku zakłada, że to ubezpieczony będzie decydował o tym, kiedy zakończyć swoją aktywność zawodową. Daje mu powiem możliwość samodzielnego wyboru w skorzystaniu z prawa do przejścia na emeryturę. Nie ma przecież obowiązku natychmiastowego kończenia kariery po osiągnięciu ustawowego wieku. 

 

Szczególnie gdy się widzi prognozowaną przez ZUS kwotę przyszłego świadczenia dla tych, którzy są objęci zreformowanym w 1999 roku systemem emerytalnym... Jego wysokość chyba nie tylko mnie - mimo że nigdy nie pracowałam na „śmieciówce" i nieźle zarabiałam - spędza sen z powiek? Emerytury są coraz niższe.

 

W IV kwartale 2016 roku przeciętna emerytura z systemu pracowniczego wynosiła 2138,96 złotych, a teraz 2150 zł. Stopa zastąpienia, czyli wysokość emerytury w relacji do uzyskiwanych przed nią zarobków, spada, ale nie w sposób nagły. Obecnie sięga 57 procent. Przeciętna wysokość świadczenia emerytalnego będzie maleć,, ale to efekt różnych czynników, między, innymi tego, że w 1999 roku Wprowadzono nowy mechanizm jego ustalania - system zdefiniowanej składki. Wysokość emerytury zależy od naszej biografii ubezpieczeniowej: jak długo i w jakiej wysokości płaciliśmy składki, więc każde zawirowanie w ubezpieczeniowym życiorysie na nią wpływa, oraz statystycznej średniej dalszego trwania życia. Według naszych wyliczeń odroczenie momentu przejścia na emeryturę o jeden rok wiąże się z podwyższeniem świadczenia o około 8 procent. O trzy lata - o jedną czwartą, a o pięć - o ponad jedną trzecią. Pracując, zwiększamy wkład emerytalny pochodzący ze składek, a skracamy statystyczną długość okresu pobierania świadczenia. Nasza emerytura zatem rośnie. 

 

Obecnie na dłuższą pracę decyduje się zaledwie około 17 proc. Polaków, mimo że aż 76 procent osób ma świadomość, że przyszła emerytura nie zagwarantuje im odpowiedniego poziomu życia.

 

Decyzja o momencie zakończenia aktywności zawodowej związana jest z różnymi czynnikami. Są to między innymi oczekiwania co do wysokości otrzymywanych w przyszłości świadczeń, ocena stanu zdrowia, sytuacja na rynku pracy i indywidualna na nim pozycja, czyli nasze kwalifikacje, plany odnośnie do sposobu spędzania czasu na emeryturze, sytuacja materialna i rodzinna. W tej nowej rzeczywistości emerytalnej każdy uprawniony przed podjęciem decyzji będzie musiał zrobić „rachunek sumienia", własny bilans zysków i strat - czy bardziej mu się opłaca nadal pracować, czy przejść na emeryturę... 

 

W czwartym kwartale tego roku prawo do przejścia na emeryturę uzyska 331 tysięcy osób, czyli półtora rocznika ubezpieczonych. Czy ZUS finansowo temu podoła?

 

ZUS ma zapewnione środki na wypłaty wszystkich świadczeń. Przypomnę, że w 2008 roku wnioski złożyło ponad 400 tysięcy osób i kataklizmu nie było. Obecny „szczyt emerytalny" będzie jednorazowy i może potrwać ok. sześciu miesięcy. Poza tym nie wszyscy się zdecydują na zostanie emerytami. Liczymy, że odsetek osób przedłużających aktywność zawodową po nabyciu uprawnień emerytalnych wzrośnie do około 20-25 procent. 

 

Dzięki kampanii „Godny wybór"?

 

Nie tylko. Już na stronie internetowej ZUS jest dostępny kalkulator emerytalny, dzięki któremu można obliczyć wysokość przyszłego świadczenia. A od 1 lipca w każdej placówce Zakładu Ubezpieczeń Społecznych będą doradcy emerytalni pomagający w podjęciu decyzji. 

 

Rozmawiała Marzenna GŁUCHOWSKA

do góry Ostatnia modyfikacja: 19-09-2018
Ideo Realizacja: 
CMS Edito  Powered by: 
Hostlab  Hosted by: