submenu
content

„Wystarczy jedna prosta zmiana i liczba bezrobotnych może spaść nawet o 30 proc.” - wywiad z wiceministrem Stanisławem Szwedem, www.bankier pl, 26 kwietnia 2016 r.

26-04-2016

Marzec był najlepszym marcem w historii jeśli chodzi o rynek pracy, a dzisiaj jest on chyba najjaśniejszym elementem polskiej gospodarki. Stopa bezrobocia już chyba spadła do poziomu 10 proc. Czy uda się utrzymać pozytywne tendencje na rynku pracy?

 

Cieszymy się, że poziom bezrobocia jest najniższy. Te miesiące zimowe zawsze są najtrudniejsze. Dzisiaj jest jeszcze dwucyfrowy poziom, ale są województwa, gdzie ten poziom jest zdecydowanie niższy, ale są też takie, gdzie poziom bezrobocia jest wysoki. Także jest to dobry prognostyk przed kolejnymi miesiącami, bo liczymy, że to bezrobocie będzie jednak spadało. Oczywiście nie będzie takiego gwałtownego spadku, bo dzisiaj mamy już ten problem, że na rynku pracy są ci trudniejsi bezrobotni, przede wszystkim mam tu na myśli tzw. długoterminowych bezrobotnych, czyli powyżej 12 miesięcy. Drugi problem to bezrobotni, którzy powracają do statystyk. Czyli ktoś był na bezrobociu, podjął pracę sezonową lub za pośrednictwem środków na aktywizację zawodową, a teraz wracają. Oczywiście są też bezrobotni, którzy rejestrują się też ze względu na składkę zdrowotną. Mam nadzieję, że w nieodległym czasie ta sprawa zostanie uregulowana przez zmianę ustawy o ubezpieczeniach zdrowotnych, gdzie minister Radziwiłł zapowiada, że wszyscy będą ubezpieczeni, czyli nie będzie potrzeby rejestrowania się w urzędzie pracy i całej tej procedury, by uzyskać dostęp do świadczenia zdrowotnego.

 

Jakby to wpłynęło na statystyki bezrobocia gdyby faktycznie na wniosek ministra rząd zdecydował się na taką zmianę w zakresie ubezpieczeń zdrowotnych?

 

My już zabiegaliśmy o to już parę lat, żeby wyłączyć bezrobotnych czy tam składkę zdrowotną, by nie było potrzeby tego wypłacania przez urzędy pracy. Nie doszło do zmiany. Teraz już nie robimy wyrywkowej zmiany, będzie ona miała charakter kompleksowy. Szacunki są różne, urzędy pracy twierdzą, że to może być 30 proc. Ja myślę, że to może być ok. 20 proc., czyli bezrobocie mogłoby spaść o 2 p. procentowe. Ja nie przywiązuję się tak mocno do statystyk, bo można je różnie tworzyć, a wiem, że jeśli ktoś jest bez pracy, to jest autentycznie problem. I trzeba robić wszystko, by osób bezrobotnych było jak najmniej, a wiem, że są jeszcze powiaty, gdzie bezrobocie jest powyżej 20 proc.

 

Czy jest szansa na to, by ten rok zamknąć z jednocyfrowym bezrobociem? Takie sygnały płyną od ekspertów i ekonomistów.

 

Myślę, że tak. Z jednej strony jest cały czas ożywienie gospodarcze i też te decyzje, które podejmujemy w ramach rządu dotyczące gospodarki, powinny służyć większemu rozwojowi kraju. Z drugiej strony też środki, które przeznaczamy z Funduszu Pracy na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, czyli to wsparcie też jest znaczne, bo to będzie w tym roku ponad 6 mld zł na aktywne formy. Do tego jeszcze środki, szczególnie na wsparcie dla młodych ludzi z Europejskiego Funduszu Społecznego. Te wszystkie razem komponenty mają spowodować, że bezrobocie powinno być niższe. Szacujemy ostrożnie na poziomie 9 proc., ale każdy niższy poziom będzie lepszy. Ważne, byśmy tworzyli takie mechanizmy, by tych osób, które są w rejestrach, było jak najmniej, ale też by ta pomoc był realna, by nie było tak, że ktoś otrzymuje pracę na krótki okres i później do tego rejestru wraca. Stworzenie takiego modelu, byśmy tworzyli trwałe miejsca pracy, a o to jest najtrudniej.

 

Stopa bezrobocia jest coraz niższa. Statystyki zatrudnienia są naprawdę świetne, chociażby te ostatnie za marzec, ale nadal nie podążają za nimi tak dynamicznie płace. Gdzie tkwi problem?

 

To pewien paradoks. Bo jak wymienia się średnią płacę w kraju, ponad 4,3 tys. zł brutto, to wszyscy, może wszyscy to przesada, ale większość się łapie za głowę: „to kto to tyle zarabia?”. Jeśli już popatrzymy na średnią płacę, to ona jest na poziomie 2,2 tys. zł. To jest ten problem, że mamy bardzo niski poziom płac, ale jest grupa osób w kraju, które te średnie dosyć mocno zawyżają, a tak naprawdę gospodarka opiera się na tych średnich płacach. Tutaj naszym celem jest to, aby poziom płac w kraju wzrastał, ale też żeby były normalne stosunki pracy. Stąd też nasza walka dotycząca ograniczenia umów śmieciowych, umów-zleceń tam, gdzie powinna być normalna praca. Doświadczenia innych krajów pokazują, że tam, gdzie są normalne stosunki pracy i relacja pozytywna między pracownikiem a pracodawcą, gospodarki zdecydowanie lepiej się rozwijają. W tym kierunku chcemy te zmiany wprowadzić. Mamy świadomość, że nie da się nakazem podwyższać płac. Niestety ciężko będzie utrzymać ludzi, szczególnie młodych, w kraju, którzy już nie tylko poszukują pracy, ale w poszukiwaniu lepszych zarobków wyjeżdżają. Konkurencja w krajach unijnych jeśli chodzi o pracowników jest zdecydowanie wyższa z tego względu, że stopa bezrobocia w tych państwach też jest mniejsza.

 

Teraz coraz częściej mówi się o deficycie pracowników, rynków pracownika, a nie rynku pracodawcy, który przez lata kryzysu dominował w Polsce. Czy sądzi Pan, że to w jakiś sposób to może zmienić kwestie płacowe i że ta presja ze strony pracownika na pracodawcę będzie narastała w najbliższych miesiącach?

 

Myślę, że dobrzy pracodawcy już rozumieją, gdzie jest problem i wiedzą, że bez podwyższania płac nie będą mieli dobrych pracowników, bo źle opłacany pracownik niestety nie jest dobrym pracownikiem. Z jednej strony mówimy o zatrudnieniu, ale też chodzi o wydajność pracy, bo w tej dziedzinie też musimy konkurować z innymi państwami. Mamy teraz pewien paradoks, że pracujemy najdłużej w Europie, bo prawie 2 tys. godzin rocznie. To nas stawia wśród krajów najdłużej pracujących. Z drugiej strony, patrząc na wydajność, jesteśmy dosyć daleko w stosunku do państw europejskich. Musimy poprawiać wydajność, zmieniać nastawienie na gospodarkę innowacyjną i tu być konkurencyjni. Polacy pokazują, że jak wyjeżdżają do innych krajów, to są świetnie przygotowani, dobrze wkomponowują się w różne zawody, które na Zachodzie są popularne i tutaj ten ruch musi być wykonany w naszym kraju. Dużą nadzieję wiążę z planem odpowiedzialnego rozwoju, który przygotowuje wicepremier Morawiecki, że będzie to też impuls dla młodych ludzi, którzy zobaczą, że w tym kraju warto pozostać, bo jest tu szansa do rozwoju.

 

Czy myśli Pan, że powinniśmy bardziej otworzyć się na imigrację z kierunku wschodniego? W statystykach urzędów pracy czytamy, że w ubiegłym roku było tam ponad 700 tysięcy oświadczeń pracowników z Ukrainy. Coraz więcej ludzi z tego kraju przyjeżdża tu i studiować, i pracować. Czy jest to jakiś pomysł na rynek pracy?

 

Na dzisiaj ten pomysł jest taki, że otworzyliśmy, poprzez system oświadczeń dla sześciu państw dawnego bloku wschodniego, w tym w największym stopniu dla Ukrainy, możliwość szybkiego przyjazdu i otrzymywania wizy, ale głównie to dotyczy trzech branż: rolnictwa, który jest podstawą, usług i budownictwa. W budownictwie co prawda sytuacja się w tej chwili zmienia, bo przy tym dość dużym zainteresowaniu rynkiem budowlanym płace też wzrastają. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że ten rynek rolniczy, bo pracownik z Ukrainy jest o wiele tańszy niż pracownik z Polski i to jakby zabezpiecza nam sytuację na rynku rolnictwa. Na pewno też trzeba brać pod uwagę, że ludzie wykształceni też powinni na naszym rynku znaleźć miejsce. Czy stosować jakieś specjalne zachęty? Myślę, że nie ma w tej chwili takiej potrzeby. Rynek powinien być otwarty i on jest otwarty.

 

Rozmawiał Bartek Godusławski

do góry Ostatnia modyfikacja: 19-09-2018
Ideo Realizacja: 
CMS Edito  Powered by: 
Hostlab  Hosted by: