submenu
content

Pracodawcy nie zaoszczędzą na pracownikach, wywiad z ministrem Stanisławem Szwedem, Rzeczpospolita, 25 stycznia 2016 r.

25-01-2016

Jak pan ocenia nieprawidłowości na polskim rynku pracy?

 

Absolutnie nie jest dla mnie do zaakceptowania np. to, że w firmach ochroniarskich powszechną formą zatrudnienia jest zlecenie. Osoba zajmująca się pilnowaniem spełnia bowiem wszelkie przesłanki z kodeksu pracy określające zatrudnienie na etacie. Odbywa się to przecież w miejscu i czasie określonym przez pracodawcę, a także pod jego kierownictwem. To tylko przykład, ale będziemy przeciwdziałać patologiom na rynku pracy.

 

Czyli przedsiębiorcy nie mają się raczej co spodziewać ułatwień w zasadach zatrudniania pracowników czy obniżania związanych z tym kosztów?

 

Wręcz przeciwnie, każdy uczciwie zatrudniający pracodawca może liczyć na nasze wsparcie. W czasie kampanii wyborczej mówiliśmy o tym, że chcemy zmieniać przepisy tak, aby ochrona pracowników była skuteczna. Pracodawcy nie mogą oszczędzać kosztem pracowników, nie chcemy powielać błędów poprzedniego rządu. Realizujemy jeden z kluczowych priorytetów rządu przedstawionych przez premier Beatę Szydło w exposé – 12 zł minimalnej stawki godzinowej na umowach-zleceniach i umowach o świadczenie usług. Zakładamy, że ta dobra zmiana wejdzie w życie od lipca. Wprowadzamy trzy miesiące vacatio legis dla umów już istniejących, tak aby sprawnie wprowadzić to rozwiązanie. Pojawiają się opinie, że należy wydłużyć ten okres.

Musimy to jednak dobrze wyważyć, bo nie chcemy, żeby w ten sposób nieuczciwi przedsiębiorcy zyskali możliwość zaniżania wynagrodzeń zleceniobiorców przez kolejne miesiące. Chcemy, aby umowy-zlecenia były wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem, a nie służyły do omijania prawa. Intencja jest taka, by zachęcić przedsiębiorców do zawierania umów o pracę.

 

Zapowiada pan wystąpienie do premier Szydło o powołanie komisji kodyfikacyjnej prawa pracy, która ma przygotować nowy kodeks pracy. Okazuje się, że prawnicy, pracodawcy i związkowcy mają różne pomysły na to, jak powinny wyglądać prace nad tymi przepisami. A pan jaki ma pomysł?

 

Obecny kodeks pracy funkcjonuje od 1973 r. i był kilkadziesiąt razy zmieniany. Podejmowano próby napisania go od nowa, ale były one nieskuteczne. Uważam, że nawet gdyby projekt został przygotowany w myśl poprzedniej formuły, czyli tylko przez prawników, to później i tak musiałby trafić do oceny partnerów społecznych.

W przygotowanie kodeksu pracy należy zaangażować ekspertów strony społecznej – związków zawodowych i pracodawców – oraz niezależnych specjalistów.

 

A może nowa Rada Dialogu Społecznego powinna się nimi zająć?

 

Nie wyklucza to mojej propozycji, bo partnerzy społeczni są w Radzie Dialogu Społecznego. Będziemy aktywnym uczestnikiem prac. Projekt powinien zostać uzgodniony pomiędzy partnerami społecznymi.

 

Czy jest jednak szansa, aby partnerzy osiągnęli porozumienie w spornych sprawach?

 

Myślę, że jeśli partnerzy nie dogadają się co do zmian w określonym czasie, to inicjatywę legislacyjną przejmie rząd.

Uważam, że powinno się wykorzystać dorobek poprzedniej komisji kodyfikacyjnej, w której zostały przygotowane dwa kodeksy pracy. Pierwszy prawa indywidualnego, określający minimum ochrony pracowników. Drugi zbiorowy, przewidujący możliwość wprowadzania porozumień branżowych.

Jesteśmy otwarci na dyskusję w Radzie Dialogu Społecznego, czy tę formułę utrzymujemy, czy wprowadzamy nowe rozwiązania.

 

Jakie przepisy powinny zostać doprecyzowane w kodeksie pracy? Na przykład zakaz pracy w święta, który jest dziurawy jak ser szwajcarski i całe sieci handlowe czy stacje benzynowe łatwo go omijają.

 

Jest wiele kwestii do uregulowania, choćby rozdział szósty kodeksu pracy dotyczący czasu pracy, zawieranie umów o pracę czy doprecyzowanie zakazu handlu w święta, bo dziś niektórzy pracodawcy to wykorzystują. Otwarta jest także dyskusja nad zakazem handlu w niedziele, o który zabiegają od lat związkowcy z „Solidarności".

 

Jak pan ocenia możliwości wprowadzenia takich zmian?

 

Gdy przed laty prowadziłem ustawę o zakazie handlu w 12 dni świątecznych, pojawiały się głosy, że gospodarka się zawali, będą zwolnienia, a okazało się, że nic takiego się nie wydarzyło. Jeśli chodzi o inne zmiany, to po latach kryzysu, gdy to pracodawcy dominowali na rynku pracy, tendencja się odwraca i przy niższym bezrobociu pracownicy mają szansę na lepsze warunki pracy. W niektórych zawodach już brakuje specjalistów gotowych do podjęcia zatrudnienia. Jedną z przyczyn jest niskie wynagrodzenie oferowane im przez przedsiębiorców. Dlatego wiele osób szuka pracy za granicą, gdzie na starcie mogą liczyć na pensje trzy albo cztery razy wyższe niż w Polsce. Poza tym wskaźnik średniego polskiego wynagrodzenia jest mylący, bo zawyżony przez bardzo wysokie zarobki wąskiej grupy pracowników na najwyższych stanowiskach prezesów i ich zastępców w prywatnych spółkach. Rzeczywiste różnice w zarobkach pomiędzy Polską a innymi krajami UE są więc jeszcze większe. To musi ulec zmianie. Stąd też nasze propozycje zawarte w Narodowym Programie Zatrudnienia dotyczące paktu dla wynagrodzeń.

 

Czy macie pomysł, jak zatrzymać młodych na polskim rynku pracy?

 

Zjawisko migracji polskich pracowników za granicę ulega zmianie. Znaczenia nabiera poczucie bezpieczeństwa w najbliższym otoczeniu. Fala i migrantów z Afryki napływających do państw UE znacząco obniżyła poziom bezpieczeństwa życia w tamtych krajach. Nie spodziewamy się fali powrotów, ale może zmieni się trochę tendencja do wyjeżdżania do pracy za granicę. Chcemy też stworzyć cały mechanizm zachęt do pozostania i zatrudnienia w kraju. To stąd wziął się program „Rodzina500 +” czy pomaganie młodym przy zakupie mieszkań. Będziemy też wprowadzali w życie przyjęte przez poprzedni Sejm zmiany dotyczące wspierania zatrudnienia młodych do 30. roku życia. Ten pomysł został zaczerpnięty przez poprzednią koalicję z naszego Narodowego Programu Zatrudnienia przedstawionego jeszcze w 2012 r. Zobaczymy, jak ten instrument zadziała od początku tego roku.

 

Czy przewiduje pan zmiany w organizacji urzędów pracy czy zasadach, na jakich udzielają one wsparcia bezrobotnym?

 

Warto po 15 latach funkcjonowania urzędów pracy w nowej formule przyjrzeć się ich działaniu pod względem skuteczności pozyskiwania ofert pracy i efektywności aktywizacji osób bezrobotnych. Chcemy też przyjrzeć się działaniu Krajowego Funduszu Szkoleniowego. Tak znaczne środki z Funduszu Pracy muszą być dobrze wydatkowane. Są opinie, że np. obecny system profilowania bezrobotnych utrudnia służbom zatrudnienia wspieranie tych osób. Ważne jest, by przepisy umożliwiały bardziej elastyczne profilowanie bezrobotnych, aby urzędy pracy były skuteczniejsze, a osoby poszukujące pracy nie napotykały bariery braku wsparcia tylko ze względu na sztywne kryteria.

 

Poprzedni rząd zapowiadał reformę urzędów pracy w kierunku oddania aktywizacji bezrobotnych w ręce prywatnych firm. Zarzuty pod adresem publicznych służb zatrudnienia były poważne; mówiło się nawet o marnotrawieniu publicznych pieniędzy. Jaki pan ma plan w tym zakresie?

 

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi dotyczącej funkcjonowania publicznych służb zatrudnienia. Są jednostki bardzo dobrze działające, ale są i słabsze – wiele zależy od podejścia ludzi. Inaczej powinno się oceniać urzędy pracy na terenie, na którym stopa bezrobocia jest niska, a inaczej funkcjonujące tam, gdzie jest wysokie bezrobocie i bardzo trudno jest pozyskać oferty pracy i zaktywizować osoby bezrobotne. Dlatego potrzebna jest debata, czy urzędy pracy powinny funkcjonować w dotychczasowej formule, czy należy ją zmieniać. Jesteśmy otwarci na dyskusję. Nie planujemy ani ograniczać działalności prywatnych agencji zatrudnienia, ani przekazywać im obowiązków związanych z aktywizacją bezrobotnych w Polsce.

 

Kiedy wyśle pan pieniądze do urzędów pracy na wsparcie dla bezrobotnych? W poprzednich latach bywało z tym różnie i pieniądze docierały do bezrobotnych dopiero w marcu czy kwietniu.

 

Środki do urzędów pracy trafią jeszcze w styczniu. Odpowiednie limity zostały już przekazane do urzędów pracy. Teraz od ich sprawności zależy tempo ich realizacji.

 

Dyrektorzy urzędów pracy narzekają, że młodzi, do których skierowana jest obecnie różnorodna pomoc z urzędów pracy, nie garną się do zatrudniania, bo nie odpowiadają im niskie zarobki.

 

Wprowadzony program wsparcia młodych ludzi do 30. roku życia zakłada refundację pracodawcy przez rok kosztów pracy do minimalnego wynagrodzenia, przy założeniu, że przez kolejny rok utrzyma on pracownika w zatrudnieniu. Młody człowiek jest wtedy przez dwa lata na minimalnym wynagrodzeniu, mimo że pracodawca może mu podnieść płacę, ale w praktyce tego nie robi. Część pracodawców traktuje publiczne wsparcie jako możliwość zapewnienia sobie pracownika za darmo, niemal bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Jeżeli to się nie zmieni, to ten program nie będzie skuteczny, bo młodzi ludzie nie będą chcieli pracować na takich warunkach. To dlatego dyskutujemy o podniesieniu poziomu wynagrodzeń. Myślę, że gdyby pracodawcy z wykorzystaniem wsparcia z urzędów pracy oferowali młodym pracownikom wyższe niż minimalne wynagrodzenia, to nie byłoby problemów ze znalezieniem chętnych do pracy.

 

Dyrektorzy urzędów pracy alarmowali ostatnio, że w tym roku mają o ponad połowę mniej pieniędzy na funkcjonowanie ich urzędów. Grozi im więc paraliż, bo nie będą mieli pieniędzy na wysyłanie pism do bezrobotnych czy wystawianie im niezbędnych zaświadczeń.

 

Ten problem to takie kukułcze jajo, które dostaliśmy w spadku po poprzedniej ekipie. Gdy wszedłem do resortu, okazało się, że to rząd PO obciął środki na finansowanie urzędów pracy o 200 mln zł. Początkowo nie chciałem podpisać tej propozycji, ale okazało się, że zablokowałoby to także pozostałe pieniądze dla urzędów pracy. Dzięki współpracy minister Rafalskiej i ministra Szałamachy udało się przygotować szybką autopoprawkę do budżetu, która przywraca te pieniądze dla urzędów pracy.

do góry Ostatnia modyfikacja: 25-09-2017
Ideo Realizacja: 
CMS Edito  Powered by: 
Hostlab  Hosted by: